Strony

piątek, 20 lutego 2026

Święto Patrona Szkoły.

 




11:00 
Msza Święta w Kościele Chrystusa Króla.


12:00 
Uroczyste złożenie kwiatów 
oraz zapalenie znicza 
pod Pomnikiem Sybiraka.

Następnie Uroczystości w sali gimnastycznej.






***




















zdjęcia: Marta Pater Buczkowska



***














Szanowni Państwo!
Proszę na chwilę odłożyć na bok dzisiejszy pośpiech i pozwolić się zaprosić w podróż do epoki, w której czas płynął w rytmie szampańskiego foxtrota nad brzegiem Wisły. Przenieśmy się na tętniące życiem ulice przedwojennego Torunia – naszego „Nadwiślańskiego Grodu”, gdzie historia spotykała się z nowoczesnością w blasku kawiarnianych żyrandoli.
Wyobraźcie sobie Państwo ten szyk! Jest pogodny wieczór, pod elegancki Hotel Trzy Korony podjeżdżają lśniące limuzyny, a z oddali, od strony Dworu Artusa, dobiega dźwięk orkiestry grającej najmodniejsze szlagiery. To był czas niezwykły – czas, gdy toruńska uprzejmość była wizytówką miasta, a każda przechadzka Bulwarem Filadelfijskim miała w sobie coś z wielkiego świata.
Panowie, w nienagannie skrojonych garniturach z najlepszych toruńskich pracowni, ćwiczyli szarmanckie ukłony, poprawiając lśniące cylindry.
Damy, spowite w lisy i jedwabie, degustowały słynne toruńskie pierniki w kawiarni u „Pomiana”, potrafiąc jednym spojrzeniem spod ronda kapelusza zawrócić w głowie niejednemu oficerowi z tutejszego garnizonu.
W tamtejszych teatrach i salach balowych narodziły się wspomnienia, które nie znają starości. To w nich zaklęta jest radość odzyskanej wolności, duma z bycia stolicą Pomorza i ten niepowtarzalny, gotycki czar, o którym marzymy do dziś.

Drodzy Państwo, odkurzamy stare płyty gramofonowe! Za chwilę ożyją wspomnienia o „szczęściu, które raz się uśmiecha” i o tym, że „miłość Ci wszystko wybaczy”. Przed nami czas pełen słońca, humoru i najszczerszego sentymentu. Niech te dźwięki porwą Państwa do tańca, dokładnie tak, jak porywały toruńską publiczność w złotej erze międzywojnia.
Orkiestra gotowa? Światła? Zatem... Niech znów powrócą te chwile jak za dawnych lat!


1.Umówiłem się z nią na dziewiątą Michał
„Zanim na dobre damy się porwać wspomnieniom, musimy zadbać o punktualność! Bo w tamtych czasach, gdy zegarek w kamizelce wybijał odpowiednią godzinę, serce biło mocniej. Każda latarnia na Marszałkowskiej zdawała się mrugać porozumiewawczo do dżentelmena, który z bukietem kwiatów odliczał minuty. Czy ona przyjdzie? Czy zdąży? Panie i Panowie, przed nami hymn wszystkich zakochanych optymistów!”

2. Miłość ci wszystko wybaczy _Zosia
(Zmiana nastroju na głęboki liryzm i wzruszenie)
„Ale romans to nie tylko radosne gwizdanie pod oknem. To także te chwile, gdy w blasku świec wyznaje się prawdy najtrudniejsze. Przenosimy się teraz w sferę wielkich uczuć i kobiecej natury, która potrafi kochać bez granic i bez pytań. Przed Państwem utwór, który stał się legendą dzięki nieśmiertelnej Hance Ordonównie – najpiękniejsza definicja przebaczenia.”

„Miłość ci wszystko wybaczy...” – jakże pięknie i beztrosko brzmiały te słowa w toruńskich teatrach i eleganckich kawiarniach przy Rynku Staromiejskim. Gdy słuchamy tych piosenek, oczami wyobraźni widzimy damy spacerujące dumnie wzdłuż gotyckich kamienic i dżentelmenów w lśniących cylindrach, którzy zdejmują je w pełnym szacunku ukłonie pod pomnikiem Kopernika. To był świat pełen blasku, w którym największym zmartwieniem wydawał się być niefortunny afekt lub spóźnienie na premierowy spektakl w Teatrze Ziemi Pomorskiej.
Ale dla patronów naszej szkoły – Zesłańców Sybiru – te melodie stały się czymś znacznie ważniejszym niż tylko rozrywką. Stały się najcenniejszym bagażem, jedynym, którego nie mogli odebrać im strażnicy.
W mroźne, syberyjskie noce, tysiące kilometrów od ojczyzny, kiedy lodowaty wiatr uderzał o ściany baraków, nasi rodacy nie wspominali polityki czy wielkich bitew. Wspominali właśnie to: zapach świeżych pierników unoszący się nad toruńską Starówką, bicie dzwonu Tuba Dei i dźwięki płynące z domowych gramofonów. Te piosenki były jak niewidzialna nić, która łączyła ich z domem, którego im tak boleśnie zabrakło.
Warto jednak wspomnieć, że jedno miasto zajmowało w ich sercach miejsce szczególne. Miasto, które było symbolem radości, humoru i niezłomności. Miasto, w którym narodził się specyficzny „bałak” i gdzie nawet bieda wydawała się mniej straszna, bo była... „lwowska”.
Lwów. To tam, na krętych uliczkach, wśród dźwięków katarynek, narodziła się piosenka, która stała się hymnem optymizmu. Bo choć życie rzucało naszych patronów w najdalsze i najzimniejsze zakątki świata, oni w głębi duszy wciąż wędrowali po lwowskim rynku. Wierzyli, że dopóki w pamięci mają te dźwięki, nikt nie odbierze im ich tożsamości.
Przenieśmy się więc teraz tam, gdzie słońce świeci jakby jaśniej, a ludzie uśmiechają się do siebie częściej. Posłuchajcie piosenki o mieście, za którym nasi patroni tęsknili najbardziej na świecie. Bo przecież... nigdzie nie będzie nam tak dobrze, jak tam!

3. Tylko we Lwowie Michał
(Przełamanie nostalgii uśmiechem i nutą sentymentalnej podróży)
„A zatem……Zostawmy na chwilę toruńskie salony, by na skrzydłach melodii polecieć nieco dalej na wschód. Tam, gdzie batiarzy mieli najszersze uśmiechy, a język polski brzmiał najsłodszym śpiewem. Bo choć świat jest wielki i piękny, to przecież każdy wie, że nigdzie słońce nie świeci tak, jak nad Wysokim Zamkiem. Bo gdzie nam będzie tak dobrze, jak tam?”

4. Już taki jestem zimny drań - Michał
(Wielki finał z humorem i 'pazurem')
Na koniec porzucamy melancholię i nienaganne maniery! Czas na postać, bez której przedwojenne kino i toruńskie wieczory rewiowe nie miałyby swojego blasku. Scenę przejmuje czarujący łobuz, który z rozbrajającym uśmiechem przyznaje się do wszystkich swoich grzeszków.
A towarzyszyć mu będzie instrument, który jest duszą tamtych lat – akordeon. To jego dźwięki, raz skoczne, raz rzewne, niosły się niegdyś echem po brukowanych uliczkach Torunia, od Chełmińskiej aż po Mostową.
Proszę Państwa, przed nami portret mężczyzny, któremu nie sposób się oprzeć, choć on sam twierdzi, że serce ma z lodu. Przy akompaniamencie wirujących miechów akordeonu, oto on – absolutny król parkietu i ekranu!
Zatem... Niech znów powrócą te chwile jak za dawnych lat!”

Narrator
„Szanowni Państwo, nasz muzyczny wehikuł czasu powoli zwalnia. –
Uśmiechaliśmy się do piosenek, które wydawały się nieśmiertelne, i do świata, który wierzył, że każda historia kończy się radosnym happy endem.
Lato 1939 roku było wyjątkowo piękne i słoneczne, ale w kawiarnianym gwarze coraz częściej słychać było szept niepokoju. Choć prasa zapewniała, że 'wojny nie będzie', a w radiu wciąż płynęły radosne nuty, w powietrzu czuć było już ciszę przed burzą.


„Miłość ci wszystko wybaczy...” – jakże pięknie i beztrosko brzmiały te słowa w toruńskich teatrach i eleganckich kawiarniach przy Rynku Staromiejskim. Gdy słuchamy tych piosenek, oczami wyobraźni widzimy damy spacerujące dumnie wzdłuż gotyckich kamienic i dżentelmenów w lśniących cylindrach, którzy zdejmują je w pełnym szacunku ukłonie pod pomnikiem Kopernika. To był świat pełen blasku, w którym największym zmartwieniem wydawał się być niefortunny afekt lub spóźnienie na premierowy spektakl w Teatrze Ziemi Pomorskiej.
Ale dla patronów naszej szkoły – Zesłańców Sybiru – te melodie stały się czymś znacznie ważniejszym niż tylko rozrywką. Stały się najcenniejszym bagażem, jedynym, którego nie mogli odebrać im strażnicy.
W mroźne, syberyjskie noce, tysiące kilometrów od ojczyzny, kiedy lodowaty wiatr uderzał o ściany baraków, nasi rodacy nie wspominali polityki czy wielkich bitew. Wspominali właśnie to: zapach świeżych pierników unoszący się nad toruńską Starówką, bicie dzwonu Tuba Dei i dźwięki płynące z domowych gramofonów. Te piosenki były jak niewidzialna nić, która łączyła ich z domem, którego im tak boleśnie zabrakło.
Warto jednak wspomnieć, że jedno miasto zajmowało w ich sercach miejsce szczególne. Miasto, które było symbolem radości, humoru i niezłomności. Miasto, w którym narodził się specyficzny „bałak” i gdzie nawet bieda wydawała się mniej straszna, bo była... „lwowska”.
Lwów. To tam, na krętych uliczkach, wśród dźwięków katarynek, narodziła się piosenka, która stała się hymnem optymizmu. Bo choć życie rzucało naszych patronów w najdalsze i najzimniejsze zakątki świata, oni w głębi duszy wciąż wędrowali po lwowskim rynku. Wierzyli, że dopóki w pamięci mają te dźwięki, nikt nie odbierze im ich tożsamości.
Przenieśmy się więc teraz tam, gdzie słońce świeci jakby jaśniej, a ludzie uśmiechają się do siebie częściej. Posłuchajcie piosenki o mieście, za którym nasi patroni tęsknili najbardziej na świecie. Bo przecież... nigdzie nie będzie nam tak dobrze, jak tam!


„Dobry wieczór Państwu... A może raczej: Moje uszanowanie!
Czy czują Państwo ten zapach? Nie, to nie tylko kawa. To ten jedyny w swoim rodzaju aromat, który unosi się nad Wisłą tylko tutaj. Zapach miodu, cynamonu i wieków historii ukrytej w czerwonej cegle. Bo Toruń, moi Państwo, to nie było zwykłe miasto. To była dama w gotyckiej sukni, która pachniała świeżymi piernikami od Weese’go.
Proszę sobie wyobrazić niedzielne popołudnie. Słońce leniwie odbija się w nurcie Wisły, a my – eleganckie torunianki – spacerujemy Bulwarem Filadelfijskim, trzymając koronkowe parasolki. Obok nas, z lekkim brzękiem ostróg, przechodzą oficerowie z Wyższej Szkoły Intendentury. Ukłon kapeluszem, dyskretny uśmiech, szelest jedwabnej sukni... Tak, w Toruniu fason był rzeczą świętą!
Gdy wieczór zapadał nad Rynkiem Staromiejskim, a światła latarni odbijały się w szybach kawiarni 'Bristol', miasto nabierało innego rytmu. Wąskie uliczki szeptały legendy o flisakach, a zza uchylonych drzwi restauracji dobiegały dźwięki tanga. Ale to nie był ten warszawski, gorączkowy pośpiech. Tu, pod okiem Mikołaja Kopernika, czas płynął jakby dostojniej, z większym szacunkiem do każdej przeżytej chwili.
Pamiętam ten blask neonów nad kinem 'Światowid' i smak lodów u włoskiego mistrza na Szerokiej. Pamiętam też to poczucie dumy – że jesteśmy tu, na Pomorzu, w naszym najpiękniejszym, białym od rzecznych mgieł Toruniu.
(Podchodzi do brzegu sceny, patrzy w stronę publiczności z nostalgią)
Dziś, gdy idę brukiem ulicy Żeglarskiej, wciąż słyszę tamto echo. Echo kroków dawnych mieszkańców, szum dawnych rozmów o polityce i sztuce. Bo przedwojenny Toruń to nie były tylko mury. To była obietnica pięknego życia, złożona między jednym a drugim uderzeniem zegara na wieży Ratusza.
Zanim wrócą Państwo do swoich spraw, proszę przez chwilę poczuć ten zapach miodu i wolności... On wciąż tu jest. Wystarczy przymknąć oczy.”



Po zakończeniu Uroczystości 
w sali gimnastycznej,
zapraszamy uczniów oraz nauczycieli 
na poczęstunek.


Organizator
Renata Jaroszewska Brudnicka






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz